wtorek, 18 sierpnia 2009
Szkoda lata
Niedawno pisałam o wiośnie, a teraz sobie nucę ...a mnie jest szkoda lata..., tak, spędziłam w Rumi piękny urlop, zaliczyłam niezapomniane chwile z wszystkimi mi drogimi osobami, razem, i z każdym osobno. Nakarmiłam się Waszą miłością kochani, teraz musi to starczyć na całą zimę, będę codziennie czerpała tego ciepełka, co otrzymałam od Was wszystkich tego lata, powinno go wystarczyć do następnej wiosny. Czeka mnie dużo pracy w ostatnich tygodniach, nie będę się teraz tym nakręcać, bo mamy lepszą przygodę, idziemy na ślub i wesele Beatki, jest to wnuczka kuzynki Kasi. To nawet nam fajnie wyszło, na koniec taka pyszna zabawa, spodziewam się z mojej strony szaleństwa na parkiecie. Beatka wychodzi za mąż za Macieja, ślubu kościelnego w Janowie, udzieli im ksiądz Antoni ,a uroczystość weselna jest w Kłębowie. Mama Beatki Bożena , zapewniała mnie, że będzie grała super dobra orkiestra, co mnie całkowicie uspokoiło, bo orkiestrę, to już dam radę usłyszeć, nie ma mocnych, większość parkietu, to ja mam zamiar zajmować, swoim improwizowanym tańcem. U mnie ,to się tak objawia, tylko poszczególne instrumenty wyzwalają we mnie demony temperamentu, to saksofon, trąbka, to po prostu nie da się zwyczajnie kręcić, dostaje się przy okazji skręt kiszek, nie tylko kręgosłupa. Przygotowuję się na tę imprezę przez cały czas, po pierwsze , to miałam schudnąć, pisałam o tym w innym post, ale to nie jest łatwe. Okazuje się, że moje łakomstwo jest silniejsze. Miała Janka rację pisząc w komentarzu , że nie da się tego dokonać, gdy są to wypieki mojej bratowej Danki - święta prawda, tak właśnie było, nie dałam rady zrezygnować z tych pokus. I teraz mam, zamiast mniej wagi , to jeszcze mi doszło. Robiłam kilka razy próby tańca, na początku było lepiej, a teraz jest mała zadyszka. Za mało ćwiczyłam i za mało jeździłam rowerem, to są skutki mojego lenistwa, nie mogę się teraz tym przejmować, ważne ,żeby dopisał mi humor, a reszta się jakoś ułoży. Wczoraj miałyśmy z Hanią miłe spotkanie z naszą przyjaciółką Ewą. Ja dawno temu byłam w towarzystwie Ewy, było nam bardzo miło wspominać nasze dawne dzieje, bo w latach młodych mieszkałyśmy w Rumi.Takie spotkania są dla mnie fantastycznym przeżyciem, czuję jakby tych minionych lat wcale nie było, czujemy się młodo, cała przyszłość przed nami, marzenia i bardzo realne plany. No, Ewa to je ma, wyprowadza się do Jelitkowa i na Rumię się wypina, bo coś ja do morza ciągnie, a w Rumi miała przed nosem las, a właściwie mieszkała w lesie. I takiej odmiany im się zachciało, no pewnie, nad samym morzem, nafaszerują się zdrowo tym jodem, to od razu z dwadzieścia lat im ubędzie, i znowu wszystko przed nimi. A ja tam już wolę siedzieć w mojej kochanej Rumi, ja jej nie zdradzę, co to , to nie ha ha ...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Pięknie, cieszę się że się jeszcze na koniec rozkręcisz, a zabawa będzie napewno na 102 jak zaczniesz wykręcać. Bawcie się dobrze! Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuń